Linia brzegowa nie zawsze taka równa...

Miasto otoczone obszernymi polami
Awatar użytkownika
Windsor
Mieszkaniec
Posty: 31
Rejestracja: 19 cze 2016, 13:38

Linia brzegowa nie zawsze taka równa...

Postautor: Windsor » 01 lip 2016, 23:55

Albrecht Windsor lubił spacerować nad brzegiem morza. Najlepiej spacerowało mu się oczywiście na linii brzegowej Barwaldu, gdzie w oddali widział delikatne zarysy swojej ukochanej małej Ojczyzny, Hestii. Tam się urodził i tam zostawił całą swoją przeszłość, razem z Ojcem. Za każdym razem przekonywał siebie, że Charles Windsor i tak zostawił na jego wychowaniu duży ślad i odziedziczył po swoim rodzicu mnóstwo wiedzy, przewiezionej w rulonach przez Matkę, zawsze jednak wydawało mu się, że Charles Windsor zbyt dobrze znał życie, żeby nie przygotować się nawet na taką ewentualność, jaką jest atak piratów. Chociaż Matka nic nie zdradziła, Albrecht żył przekonany, że jeszcze wiele tajemnic Ojca jest przed nim do odkrycia.

Tego ranka, wyjechawszy dawno temu z Grillgerat, Albrecht skręcił w północne rejony Barwaldu i poruszał się po niebezpiecznych klifach Zatoki Astanna. W oddali majaczyła się Hestia. Po kilku godzinach ciężkiej podróży, zatrzymał się przy kilku rozpadających się chałupach. Jedna z nich oznaczona była trzema mieczami skierowanymi w dół.

- Miecze przypominają herb mych przodków. - stwierdził na głos Albrecht. Ujrzał ruch w jednym z okien. - Halo, halo! Jestem Albrecht Windsor, chodźcie gospodarzu, przywitajcie się!

Niewielkie oddrzwia otworzyły się i w delikatnym już półmroku pojawiła się przygarbiona postać mężczyzny w rybackim odzieniu.
- Młodzieńcze. Jak Cię zwą? - chrapliwy głos zdradzał wiele godzin z mocnymi trunkami.
- Jestem Albrecht Windsor, kim jesteś?
- Panicz. Witaj, dawno nie mieliśmy... Przyjemności. - pochylił się na tyle, na ile starczyło mu sił w obolałym kręgosłupie.
- Czy te tereny należały do rodu Windsor? - zapytał zaciekawiony zeskakując z konia.
- Należą od zawsze do Króla, ale Windsor zapłacił nam, byśmy do powrotu jego, bądź jego potomków strzegli sekretu. - powiedział starzec.
- Jakiego sekretu?! - Albrecht natychmiast się ożywił.
- Hahahaha.... Ekgrrhhh... - starzec zadławił się prawie. - Spokojnie paniczu. Janek, zabierz konia. Panicz wejdzie, mamy dodatkową izbę na gości.

Niespokojny Windsor wszedł do chałupy i po chwili zajadał ze smakiem kaszę oblaną pyszną oliwą z dużymi kawałkami owczego mięsa. Wsłuchiwał się w opowieści starca o swoim Ojcu i... Sekrecie.

Z samego ranka następnego dnia zrzedł razem ze starcem i jego synem do pieczary, która okazała się wielokrotnie większa niż początkowo przypuszczał. Widok jaki tam zastał, prawie zwalił go z nóg. Miał przed sobą prawie pełnosprawną Karakę.
coburg-gotha_karaka.png
- Nasi marynarze z okresu władania Twego Ojca, paniczu, nie są już tak sprawni. Sam byłem tutaj bosmanem. Ale czas robi z nas nieużytecznych na statku. Mamy za to nowe pokolenia. One chętnie będą służyć pod rozkazami Windsorów. Chętnie... - poklepał syna po ramieniu.
- Wygląda zatem na to, że wkrótce wyruszymy wyrwać przeklętym piratom z rąk piękną Wyspę! Kiedy będziecie gotowi do wypłynięcia?
- Daj nam tydzień czasu, paniczu.
- Niech tak będzie. Wyślę Wam z Grillgerat środki i część zapasów.

Windsor odjechał z terenów Barwaldu więcej niż zadowolony. Jego Ojciec był jednak zapobiegawczy...
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
(-) Albrecht Windsor

Kanclerz Towarzystwa Heraldycznego Królestwa Wurstlandii
Poseł Sejmu Walnego Królestwa Wurstlandii

Wróć do „Barwald”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron